Tak mnie natchnęło po wizytach na cmentarzach co by zmienić sobie nastrój na bardziej ciepły, choć zimowy. Wykorzystałam nieco wolnego czasu i ruszyłam z manufakturką świąteczną.
Aaa, Robin to znaczy rudzik, jakby co. Zainspirowałam się zabawą na wymianę karteczkową u Titanii i tak ruszyła produkcja. Zafascynowały mnie też piękne akwarele…

Uff dotarł ktoś, aż tu 😉
Miło mi będzie jeśli zostawicie komentarze po obejrzeniu karteczek.