Czy Wy też tak czasem macie, że jakiś klimacik, albo technika pochłonie Was bez reszty i dostajecie świrka jak się na przykład skończy pewien składnik potrzebny do pracy. No mnie wciągnęły jajka jak nic. W zeszłym roku spróbowałam zrobiłam 2 i oba dałam w prezencie mamie i teściowej. Kupiłam styropianowe jajka i bombki, a one sobie tak leżały w skrzynce aż do teraz. Jak się wzięłam to nawet chora dłubałam karczochy, powstały i jajka i bombki – będą jak znalazł na święta… A jak mnie nosiło jak się szpilki skończyły… aż nie wytrzymałam i kupiłam zwykłe. Może niektórzy wiedzą, że prowadzę takie zajęci a w mojej szkole "Arteterapia" i postanowiłam dziewczyny moje 10-cio letnie zarazić tą techniką, efekt samą mnie ciekawi… A tu wszystkie moje tegoroczne jajca…

 
Dziewczynom poszło całkiem nieźle, czasem trzeba było trochę podrasować ich karczochy, niestety zdjecie zrobiłam komórką i teraz się głowię jak je zrzucić…… ale mężuś wykombinował…
A tu jajka z zeszłorocznych warsztatów nauczycielskich, zupełnie inna technika
 
I na deser taka kurka karczochowa, zrobiona przez kobietkę z pasmanterii…